Blog

Bez kategorii

Historia św. Józefa z Nazaretu

Historia św. Józefa z Nazaretu

Mam na imię Józef i jestem z Nazaretu.

Tak naprawdę nie lubię mówić o sobie. Nigdy nie lubiłem. Zawsze wolałem pozostawać w cieniu tych, których kochałem. Nie bądź więc zdziwiony, że w mojej opowieści więcej będzie o dwóch najcenniejszych Skarbach, które otrzymałem od Boga, a znacznie mniej o mnie. W końcu byłem tylko prostym cieślą. Zajmowałem się przede wszystkim tworzeniem wszelkiego rodzaju wyrobów z drewna. Robiłem nie tylko meble, lecz także narzędzia rolnicze takie jak: pługi, widły do czyszczenia zboża.

św. Józef z Nazaretu1

Moim przodkiem był wielki król Dawid, którego pragnąłem naśladować w odwadze i dzielności. Jako młody mężczyzna miałem bardzo konkretny plan na życie: chciałem ożenić się, założyć rodzinę i zapewnić jej wszystko, co tylko najlepsze. Moją wybranką została przepiękna kobieta o imieniu Maria. Wzięliśmy ślub, ale zgodnie z obowiązującym wtedy zwyczajem, nie zamieszkaliśmy jeszcze razem. Z zapałem zacząłem przygotowywać nasze wspólne mieszkanie w Nazarecie.

Wkrótce wszystko się jednak zmieniło.

Kiedy moja żona wróciła z długiej, paromiesięcznej wizyty u swojej krewnej, okazało się, że spodziewa się dziecka. Byłem tą sytuacją zdumiony. Postanowiłem, że najlepiej będzie, jak się rozstaniemy, unikniemy wtedy rozgłosu i plotek.

św. Józef z Nazaretu2

I wtedy Anioł przyszedł do mnie we śnie. Powiedział, żebym nie bał się wziąć Marii i jej Dziecka pod opiekę. Wysłannik Boży polecił mi też, abym nadał Mu imię „Jezus”, co znaczy: „Bóg zbawia”.

Zrobiłem dokładnie tak, jak nakazał mi Anioł: zaopiekowałem się Marią i Dzieckiem, które nosiła pod sercem. Tuż przed Jego narodzinami cesarz August ogłosił powszechny spis ludności. Musieliśmy zatem z Nazaretu wybrać się do Betlejem, gdyż stamtąd pochodziłem i tam musiałem się zapisać. Była to długa, męcząca, ciężka podróż. To nic jednak w porównaniu z tym, co się działo na miejscu. Wszystkie gospody były przepełnione, gdyż tak wiele osób przybyło do Betlejem na powszechny spis ludności. Pukałem od drzwi do drzwi. Bez skutku. W końcu jakiś dobry człowiek ulitował się nad nami, kiedy zobaczył, że Maria lada chwila urodzi dziecko. Udostępnił nam grotę, w której trzymał zwierzęta.

Wszystko później działo się bardzo szybko.

Narodziny chłopca. Wizyta pasterzy. Tajemnicze przybycie mędrców, którzy twierdzili, że przyprowadziła ich gwiazda. Ucieszyłem się, kiedy zostaliśmy w końcu sami. Moja żona i Jezus potrzebowali trochę spokoju. On był taki maleńki. Dotknąłem Jego rączki i spłynął na mnie ogromny spokój i pewność, że wszystko idzie we właściwym kierunku.

św. Józef z Nazaretu3

Po ośmiu dniach poszliśmy z Marią do świątyni, aby zgodnie z obowiązującym nakazem prawa, ofiarować Chłopca Bogu. Spotkaliśmy tam Symeona i Annę. Powiedzieli oni bardzo wiele słów na temat Jezusa, których nie rozumieliśmy. Wkrótce stanęło przede mną nowe wyzwanie.

Kolejny raz odwiedził mnie w nocy Anioł.

Tym razem przekazał bardzo niepokojące wieści: kazał nam uciekać do Egiptu przed królem Herodem, który miał bardzo okrutne zamiary wobec Jezusa.  Nie rozumiałem, jak ktoś może chcieć skrzywdzić takiego bezbronnego bobasa. Wiedziałem jednak, że muszę być posłuszny temu, co mi powiedział Anioł. I tak rozpoczęła się nasza tułaczka do Egiptu. Przydało się złoto, które otrzymaliśmy od jednego z Mędrców, gdyż podróż była nie tylko bardzo męcząca, ale i kosztowna.

W Egipcie spędziliśmy parę lat, aż do śmierci króla Heroda. O tym, że niebezpieczeństwo minęło i mamy wracać do Nazaretu, znów dowiedziałem się od Anioła we śnie. Kolejny raz musiałem podjąć trudną dla całej naszej rodziny decyzję. Zdawałem sobie sprawę jednak, że i tym razem muszę zdać się na wolę Boga. On wie, co jest dla nas najlepsze. Po długiej i wyczerpującej podróży znaleźliśmy się w Nazarecie. Nareszcie odetchnąłem.

Po tułaczce, poniewierce, mogliśmy w końcu osiąść i wieść spokojne życie.

Sporo czasu zajmowały mi obowiązki w pracy – starałem się swoją robotę wykonać dobrze i solidnie, aby klienci byli zadowoleni. Jednak każdą wolną chwilę poświęcałem swojej rodzinie. To była ogromna radość przyglądać się, jak Jezus dorasta, staje się coraz mądrzejszym chłopcem.

Zresztą swoją bystrością zdumiewał nawet dorosłych. Mogliśmy się z Marią przekonać o tym, kiedy Jezus zgubił się nam w Jerozolimie po obchodach Święta Paschy. Zatroskani i pełni obaw szukaliśmy go przez trzy dni. Znaleźliśmy go dopiero w świątyni – rozmawiał z kapłanami, jak dorosły, a nie jak dwunastoletni chłopak, którym wtedy był. Nie pojmowałem wtedy skąd On to ma…

Mógłbym pewnie jeszcze wiele historii przytoczyć z życia mojej rodziny, ale i tak, jak na mnie, już dużo opowiedziałem. Niech tyle wystarczy. Wiodłem proste życie. Byłem tylko Strażnikiem dwóch największych Skarbów, jakie Ziemia nosiła: Jezusa i Marii.

św. Józef z Nazaretu4

Dziś jestem patronem tych, którzy pracują ciężko, by zapewnić swojej rodzinie utrzymanie. O pomoc do mnie mogą zwrócić się wszyscy, którzy usilnie poszukują pracy. Zdaję sobie sprawę, jak ważna jest praca w życiu człowieka, dlatego zawsze chętnie im pomogę. 

 

(Alicja Bukowska)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *